CHÓR Namiętność dawna blednieje i kona, Na jej mogile kwiat wyrasta nowy. Piękność, dla której umrzeć był gotowy, Zbladła już, Julii spojrzeniem zgaszona. Kocha kochany; pierś mu rozpłomienia Czar jej źrenicy; córce przeciwnika Jak miłość wyzna? a ona połyka Ponętą miłość na wędce cierpienia. Lecz dziecię wroga jak zbliży się do niej? Jakże jej serce namiętność odsłoni? W kochanki piersiach jeszcze mniej nadzieje Ujrzeć lubego ócz ogień, lic róże; Czas i namiętność da sposób, zaleje Morzem rozkoszy niebezpieczeństw morze.
- klp.pl bez reklam, 30 dni tylko 1,22 zł. Zamów teraz!
Scena pierwsza Pusty plac przytykający do ogrodu Kapuletów. Wchodzi R o m e o.
ROMEO Mamże iść dalej, gdy tu moje serce? Cofnij się, ziemio, wynajdź sobie centrum! Wchodzi na mur i spuszcza się do ogrodu. Wchodzą M e r k u c j o i B e n w o l i o.
BENWOLIO Romeo! bracie! Romeo!
MERKUCJO Ma rozum; Powietrze chłodne, więc dyrnął do łóżka.
BENWOLIO Pobiegł tą drogą i przełazi przez parkan. Wołaj, Merkucjo!
MERKUCJO Użyję nań zaklęć: Romeo! gachu! cietrzewiu! wariacie! Ukaż się w lotnej postaci westchnienia, Powiedz choć jeden wiersz, a dość mi będzie; Jęknij: ach! połącz w rym: kochać i szlochać; Szepnij Wenerze jakie piękne słówko; Daj jaki nowy epitet ślepemu Jej synalkowi, co tak celnie strzelał Za owych czasów, gdy król Kofetua W zaloty chodził do córki żebraczej. Nie słucha; ani piśnie, ani trunie; Zdechł robak; musze zakląć go inaczej. Klnę cię na żywe oczy Rozaliny, Na jej wysokie czoło, krasne usta, Wysmukłe nóżki i toczone biodra Z przyleglościami, abyś się przed nami W właściwej sobie postaci ukazał.
BENWOLIO Gniewać się będzie, jeśli cię usłyszy.
MERKUCJO Co się ma gniewać? Mógłby się rozgniewać, Gdyby za sprawą mojego zaklęcia W zaczarowane koło jego pani Inny duch wkroczył i stał tam dopóty, Dopóki by go nie zmogła: to byłby Powód do uraz; moja inwokacja Jest przyjacielska i godziwa razem,